Rozwój morskiej energetyki wiatrowej w Polsce przyspiesza, a wraz z nim rośnie zapotrzebowanie na dobrze przygotowane kadry inżynierskie. Choć od lat polscy specjaliści są cenieni na całym świecie, krajowy przemysł dopiero zaczyna budować własne zaplecze kompetencyjne. Rozmawiamy z Profesorem Politechniki Gdańskiej, dr. inż. Hosseinem Ghaemi z Zakładu Automatyki i Energetyki Morskiej Instytutu Budowy Okrętów, o kondycji polskiej edukacji morskiej, roli uczelni jako jej najważniejszego ośrodka oraz wyzwaniach związanych z zatrzymaniem młodych inżynierów w kraju. Profesor specjalizuje się w okrętownictwie i energetyce morskiej.
Patrycja Rapacka: Panie Profesorze, zacznijmy od szerokiego spojrzenia. Jak, patrząc z perspektywy własnego doświadczenia, ocenia Pan stan polskiej edukacji w obszarze branży morskiej i offshore wind?
Profesor Hossein Ghaemi: Zacznę od efektów procesu edukacyjnego. Jeśli spojrzymy na dokumenty i programy organizacji międzynarodowych – w tym agend ONZ, takich jak UNESCO, UNIDO czy UNDP, widać wyraźnie, że Polska jest postrzegana jako ważne źródło kadr inżynierskich i partner w rozwoju technologii, także w obszarze przemysłu morskiego i stoczniowego. Nasi absolwenci pracują dziś w szeroko pojętej branży morskiej praktycznie na całym świecie, np. w całej Europie, Singapurze, Chinach, Stanach Zjednoczonych, itd. Nasi eksperci cieszą się dużym uznaniem.
Mamy też absolwentów, którzy zakładali firmy w innych krajach i rozwijali swoją działalność na 7-8 rynkach. Edukacja morska w Polsce, zwłaszcza ta „twardsza” – okrętowa, a teraz także w zakresie offshore, energetyki wiatrowej i szeroko pojętej energetyki morskiej – to naprawdę powód do dumy. Mamy bardzo dobrych absolwentów, którzy sprawdzają się na rynku.
Pytanie brzmi: czy są optymalnie wykorzystywani w polskim przemyśle? Tu odpowiedź nie jest już tak optymistyczna. W niektórych obszarach nasi absolwenci muszą szukać pracy gdzie indziej. To nie wynika z zaniedbań uczelni, ale z tego, że przemysł nie rozwinął się w danym kierunku. A przemysł tego właściwie nie zrobił, ponieważ brakowało inicjatyw z góry, które uruchomiłyby na przykład projekty pilotażowe, tworząc przestrzeń do wykorzystania istniejącego potencjału.
Dam przykład. Gdybyśmy w latach 2002-2003, kiedy sprawy offshore zostały powoli ujęte w planach i strategii państwa, mieli projekty pilotażowe dotyczące instalacji offshore’owych – jednostek obsługowych, serwisu, logistyki, wsparcia, ale także cyfryzacji branży – gdybyśmy wtedy zaczęli przygotować podstawę i infrastrukturę, jestem pewien, że lokalny udział kadr, zamiast 15%, mógłby dziś wynosić 50%.
Moglibyśmy budować jednostki w Polsce, mieć firmy zdolne do projektowania, rozwiązywać kwestie logistyki. Dziś deweloperzy głównie korzystają z rozwiązań zagranicznych – trudno powiedzieć „obcych”, bo to jest rynek globalny.
Idzie z pewnością ku lepszemu, bo początkowo polskich firm było niewiele, ale dziś co najmniej 70-80 podmiotów z Polski jest zaangażowanych jako podwykonawcy w pracach offshore’owych. Jeśli chodzi o kwestie okrętowe, w Polsce mamy kilka podmiotów, z których naprawdę można być dumnym. Remontowa i Crist budują specjalistyczne jednostki, w tym na potrzeby sektora offshore. Istotną rolę odgrywają także stocznie działające w ramach grupy PGZ oraz inne stocznie remontowe na polskim wybrzeżu – kompetencje są, potencjał jest, choć oczywiście musimy konkurować z bardzo silnymi graczami z Chin, Korei czy Japonii.
Kwestie ekonomiczne i opłacalności zawsze są pod znakiem zapytania, bo mamy silnych konkurentów w Chinach, Korei, Wietnamie, czy Japonii. Ale wracając do pytania: Polska była i jest miejscem, gdzie potrafimy naprawdę wielu bardzo dobrych inżynierów wyedukować i wypromować. W tym zakresie naprawdę możemy być usatysfakcjonowani.
Możemy bez kompleksów stawiać się na poziomie europejskim?
Tak, wystarczy spojrzeć, gdzie Polacy pracują. Wszędzie mają bardzo dobrą opinię. Jest powszechnie przyjęte, że „inżynierowie z Polski potrafią”.
Jaką rolę w tym ekosystemie ma Politechnika Gdańska?
Wśród uczelni technicznych w Polsce. Politechnika Gdańska jest jedyną uczelnią, która od początku zajmuje się sprawami morskimi nieprzerwanie. Bez wątpienia jednak inne morskie uczelnie również mają cenny wkład w rozwój polskiej gospodarki morskiej i całego ekosystemu innowacji w tym obszarze.
Wskazuje się Państwa wśród liderów, zwłaszcza mając na uwadze ostatnie inicjatywy edukacyjne.
Dokładnie. W zakresie offshore mamy projekt DigiWind. W październiku uruchomiliśmy trzysemestralne i czterosemestralne studia. Osoby bez wystarczającego przygotowania przychodzą na czterosemestralne studia magisterskie na kierunku Smart Renewable Energy Engineering. W pierwszym semestrze realizują materiał wyrównawczy, a od drugiego semestru dołączają do regularnego toku studiów (trzysemestralnych).
Oprócz studiów magisterskich mamy też studia podyplomowe – Digital Skills for Wind Energy Systems. Program ten koncentruje się na nowoczesnych technologiach stosowanych w energetyce wiatrowej i jest skierowany do specjalistów chcących aktywnie uczestniczyć w transformacji energetycznej oraz rozwoju odnawialnych źródeł energii. Szczególny nacisk położony jest na digitalizację i automatyzację procesów. To propozycja przede wszystkim dla inżynierów i osób z wykształceniem technicznym, które pragną poszerzyć swoją wiedzę w zakresie projektowania, eksploatacji i monitorowania farm wiatrowych – zarówno lądowych, jak i morskich.
W ramach DigiWind uruchamiamy również czternaście kursów Lifelong Learning Modules, które będą dostępne dla zainteresowanych. Głównym tematem, trzonem tych studiów, są kompetencje cyfrowe. Z kursów będzie można skorzystać pojedynczo lub w całości, w ramach wspomnianych wcześniej studiów podyplomowych.
Kiedy kursy będą dostępne?
Dwa kursy, mam nadzieję, zostaną uruchomione jeszcze w tym roku. Każdy, kto jest chętny, może zostać ich uczestnikiem. Po ukończeniu każdy otrzyma certyfikat. Można go przedstawić w dowolnej uczelni czy miejscu pracy jako osiągnięcie edukacyjne.
W którą stronę Politechnika będzie rozwijać ofertę edukacyjną? Powstaną nowe kierunki studiów, czy raczej zostaną dopasowane obecne?
Myślę, że pójdziemy bardziej w stronę wzmocnienia obecnych kierunków niż tworzenia nowych. Na naszym Wydziale mamy rdzenny kierunek – Okręty i Konstrukcje Morskie. Od 2020 roku, gdy polityka państwa wskazywała jednoznacznie na offshore wind, uruchomiliśmy specjalność „Projektowanie i budowa morskich systemów energetycznych”, skupioną na offshore. Minęło 5 lat i mamy już absolwentów tych studiów magisterskich.
Teraz rozwijamy nowy kierunek – Smart Renewable Energy Engineering w ramach DigiWind. To nowe podejście – w jego ramach współpracuje 6 z 8 wydziałów Politechniki, a studia są modułowe. Studenci sami wybierają poszczególne moduły edukacyjne i ścieżkę rozwoju. Tu mają pełną swobodę – mogą wybierać opcje według własnych potrzeb i możliwości.
W trakcie studiów studenci zdobywają wiedzę z zakresu nowoczesnej energetyki wiatrowej i odnawialnych źródeł energii, w tym m.in. technologii cyfrowych, sztucznej inteligencji i analizy danych, morskich farm wiatrowych, magazynowania energii, zrównoważonego rozwoju, globalnych polityk energetycznych, a także ekonomii i zarządzania projektami w sektorze OZE.
Politechnika Gdańska posiada cztery ścieżki rozwoju związane z przemysłem. Absolwenci mogą pracować u deweloperów, w zakładach produkujących turbiny wiatrowe lub komponenty offshore’owe, w firmach zajmujących się inspekcją i zatwierdzaniem projektów, albo jako inżynierowie w zakładach projektowo-produkujących.
Wspomniał Pan o firmach. Gdzie pojawia się aspekt praktyczny na studiach? Jak ocenia Pan współpracę z biznesem? Często wskazuje się, że kadry powinniśmy kształcić w symbiozie z potrzebami przemysłu. Gdzie studenci Politechniki mogą zdobywać praktyczne umiejętności? Czy biznes powinien być bardziej otwarty na współpracę z uczelniami?
Bardzo dziękuję za te fundamentalne pytania. To wielowątkowa sprawa. Po pierwsze: uczelnia nie przygotowuje absolwentów do pracy w konkretnym zakładzie. To nie jest szkoła zawodowa. Przygotowujemy podstawę, żeby absolwent mógł działać.
Po drugie: absolwent będzie pracował co najmniej 40 lat jako inżynier. W tak dynamicznym świecie, gdzie wszystko zmienia się bardzo szybko, za 10 lat jego kompetencje nabyte na studiach mogą być nie w pełni przydatne. Będzie musiał dostosować się do przyszłych potrzeb. Musi wieć posiadać umiejętności i podstawową wiedzę, żeby móc się dostosować do zmieniających się warunków.
Należy zauważyć, że życie zakładów produkcyjnych i projektowych w wielu branżach jest teraz krótsze niż życie zawodowe inżyniera. Przewiduje się ok. 40 lat pracy, a firma może dobrze funkcjonować przez 10, 15, 30 lat. Następnie zmienia na coś innego, ponieważ rynek i postęp technologiczny często tak wymaga.
Przykład? Dziś nikt nie edukuje telegrafistów. 50 lat temu to było normalne. Potem potrzebowaliśmy specjalistów od telekomunikacji. Teraz mamy nowe systemy i potrzebujemy całkowicie innych specjalistów. Ale to nie znaczy, że ludzie, którzy 30 lat temu byli na studiach, są dziś nieprzydatni, wręcz odwrotnie. Ich bagaż i doświadczenie są brane pod uwagę, są przystosowani do tego, co nowe.
Mieliśmy specjalność związaną głównie z gazem łupkowym, z której zrezygnowaliśmy. Mieliśmy też specjalność „Technologie podwodne” w zakresie oil and gas, czyli wydobycia ropy i gazu na dużych głębokościach, gdzie naszym partnerem był GE. Gdy ceny ropy spadły poniżej 50-60 dolarów za baryłkę, okazało się, że to przestaje być opłacalny kierunek rozwoju i rynek się skurczył. To jednak nie oznacza, że tamci absolwenci nie pracują lub nie są potrzebni. Przeciwnie – pracują i wykorzystują swoją zdobytą wiedzę oraz umiejętności inżynierskie, być może w nieco innej gałęzi przemysłu. Niektóre tematy ze względu na uwarunkowania rynkowe zeszły na jakiś czas z pierwszego planu, choć z dużym prawdopodobieństwem kiedyś do nich wrócimy. To właśnie pokazuje, że rolą uczelni jest budowanie solidnych, uniwersalnych kompetencji inżynierskich, które pozwalają absolwentom elastycznie dostosowywać się do zmieniającego się rynku i współpracować z biznesem tam, gdzie pojawia się aktualne zapotrzebowanie.
Teraz na rynku globalnym mówi się wręcz o renesansie sektora oil and gas.
Przez osiem lat kształciliśmy studentów w tym obszarze i wypuściliśmy grupę dobrze przygotowanych absolwentów. To wcale nie jest „stracony” kierunek – przeciwnie, dobrze, że tacy specjaliści już są przygotowani, bo ten sektor wraca i ich kompetencje znowu będą bardzo potrzebne.
Jeśli chodzi o współpracę z przemysłem w zakresie offshore, Polska jest w miejscu, gdzie ta branża rozwija się bardzo dynamicznie. Mamy miejsca pracy dla absolwentów już teraz, a za 2-3 lata będzie ich jeszcze więcej. Potrzeby będą większe, zwłaszcza w zakresie serwisowania, operation & maintenance, logistyki, systemów SCADA, kwestii przełączeniowych, telekomunikacji, cyberbezpieczeństwa, położenia i serwisowania kabli, podstacji elektroenergetycznych, itd. To wszystko oznacza, że musimy mieć kadrę przygotowaną do tego.
Przemysł na pewno potrzebuje nowej, świeżo wykształconej kadry. My też chcemy odpowiadać na potrzeby rynku, bo widzimy, że ten rozwój będzie następował.
Czy biznes zgłasza się do Państwa z problemami kadrowymi?
Tak i nie. Uważam, że przede wszystkim naszym obowiązkiem jest szukać aktualnych potrzeb przemysłu i identyfikować te, które pojawią się w przyszłości. Z drugiej strony przemysł powinien czuć się współodpowiedzialny za wsparcie inicjatyw, które uruchamiamy.
W przypadku DigiWind zaczęliśmy od wysłania ankiet do podmiotów przemysłowych, żeby określić potrzeby i dopasować program. konsultacje dotyczyły energetyki wiatrowej offshore i onshore. Prawie rok pracowaliśmy nad przygotowaniem programu studiów, także zgodnie z tym, co przemysł przekazywał jako potrzebne dla Polski.
Zapraszamy specjalistów z przemysłu do prowadzenia części wykładów – na przykład 2-6 godzin z 30-godzinnego kursu. Organizujemy również wizyty studyjne. W ramach projektu wysyłamy studentów do Danii, Holandii, Norwegii i Irlandii, gdzie mogą poznać uczelnie współpracujące z przemysłem. Prowadzimy także wymianę w drugą stronę – studenci zagraniczni przyjeżdżają do nas.
Nie można zapominać o nauczycielach i wykładowcach.
Posiadamy już program Teach the Teacher, aby nasi nauczyciele mogli aktualizować lub rozwijać wiedzę. Ten obszar jest też zadbany przez Politechnike Gdańską. Wrócę jeszcze do tematu współpracy z przemysłem. Mamy dwa duże bloki pod tytułem „Zespołowe Projekty Badawcze”. W ramach projektu zespoły 5-7 studentów współpracują przy rozwiązywaniu konkretnych problemów przemysłowych. Jesteśmy w trakcie zbierania listy tematów od firm, które będziemy opracowywać, żeby efekty były wymierne dla przemysłu, a nie trafiały na półkę.
Projekty będą realizowane we współpracy z firmami. Mamy koordynatora ze strony partnera biznesowego i promotora z naszej uczelni. Temat przychodzi od pracodawcy, a studenci opracowują go pod opieką promotora. Jeśli potrzebne są dane, informacje o ograniczeniach technologicznych czy produkcyjnych – firma je udostępnia. Efektem jest rozwiązanie mające realne zastosowanie praktyczne.
Chciałabym poruszyć aspekt praktyczny studiów. Na rynku pracy dalej mamy do czynienia ze zjawiskiem „drenażu mózgów”, który jest wymagającym problemem dla branży przemysłowej. Jak możemy zaradzić temu zjawisku?
Po pierwsze, mówimy o rynku globalnym – w zakresie morskim, czy okrętownictwa, czy offshore wind. Rynek, na którym jest atrakcyjna i lepiej opłacona praca, będzie przyciągać ludzi. To ogólna zasada, nieważne, w którym kraju.
Z kolei, wydaje mi się, że dla osób, które jadą pracować gdzie indziej, nie do końca kwestia zarobków jest pierwszorzędna. Satysfakcja z pracy i możliwości rozwoju są również bardzo ważne. Nie chcę powiedzieć, czy to ważniejsze, czy mniej ważne od wynagrodzenia.
Powinniśmy stworzyć warunki — częściowo już istnieją, ale trzeba je dalej rozwijać — aby pracownicy mieli poczucie satysfakcji z tego, co robią, i wiedzieli, że mają możliwość rozwoju, mogą realizować pomysły i mają pole manewru. Zwłaszcza dla młodych ważne jest to, by droga była otwarta. To z kolei prowadzi do kwestii zarządzania.
Jeżeli sposób zarządzania zachęca ludzi — szczególnie młodych — do rozwijania pomysłów i kompetencji, bo naprawdę wiele potrafią i mają różnorodne idee, to pozostaje pytanie: czy mogą je zmaterializować tam, gdzie pracują? Jeśli będziemy w stanie pokazać im realne perspektywy rozwoju, sam rozwój przyniesie pracodawcom większy kapitał, co przełoży się na lepsze warunki i wynagrodzenia.
Aby to rozwijać, kluczowa jest edukacja: kompetencje, umiejętności, wiedza. Chodzi o to, by umożliwić realizację pomysłów. To z kolei wymaga nakładów na badania naukowe i prace rozwojowe.
Czy obecny poziom nakładów na badania i innowacje jest wystarczający? Gdzie są polscy innowatorzy?
Mamy ich — na uczelniach i w zakładach badawczo-rozwojowych powstaje wiele pomysłów, które niestety ze względu na brak odpowiedniego finansowania nie są rozwijane. Mamy sporo do nadrobienia w obszarze badań: nie tylko czysto naukowych, ale przede wszystkim rozwojowych, badawczo-rozwojowych.
Polska przeznacza obecnie około 51–53 miliardów złotych rocznie na działalność B+R. Około dwóch trzecich tych nakładów ponosi sektor przedsiębiorstw, około jednej trzeciej — sektor szkolnictwa wyższego, a niewielki odsetek — sektor rządowy i instytucje niekomercyjne. Udział B+R w PKB to około 1,5%, czyli wciąż poniżej średniej unijnej, wynoszącej ponad 2,2% PKB.
W tym kontekście wracam do projektów pilotażowych. Obecnie wszystkie projektowane polskie instalacje offshore na Bałtyku to konstrukcje stałe typu monopal, zlokalizowane maksymalnie 20 kilometrów od brzegu. Nie pracujemy nad pływającymi farmami wiatrowymi, ani nawet o nich nie myślimy.
Czasami temat ten przewija się w branży, ale słyszymy, że nasz Bałtyk jest na takie rozwiązania zbyt płytki. Sięgają po nie natomiast takie kraje jak Japonia. Globalna branża wskazuje jednak, że to przyszłość morskiej energetyki wiatrowej.
W Polsce nie ma jeszcze realnych inwestycji ani komercyjnych projektów w tym obszarze — nie rozwijamy obecnie pływających farm wiatrowych. Tymczasem na głębszych wodach potencjał wiatrowy i czas efektywnej pracy turbin mogą być nawet większe niż na akwenach płytkich.
Gdzie mielibyśmy testować takie pomysły?
Właśnie o to chodzi. Potrzebujemy pilotażowego, realnie funkcjonującego poligonu testowego. Biorąc pod uwagę zaplecze przemysłowe, uczelnie, porty i istniejącą infrastrukturę, morskie obszary u wybrzeży północnej Polski są idealnym miejscem, by wydzielić i zabezpieczyć część przestrzeni morskiej specjalnie na potrzeby testowania nowych technologii.
Dziękuję.


